Ty kurduplu jeden - wrzeszczał Sven - niech ja Cię tylko dorwę
Kal wyskoczył z gospody jak kamień z procy. Elf złapał wojownika za ramię
- Spokojnie, piwo rozlewasz. Co Ci znowu zrobił?
- Ten mały pokurcz twierdzi, że jest lepszy ode mnie ! - Svenowi mało żyły z wściekłości na szyi nie popękały.
- Niech ja no go tylko dorwę to zobaczy co to znaczy prawdziwa walka !
- Siadaj - zarządziła Amber - siadaj i mów o co poszło
- Kurdupel twierdzi, że w walce większe znaczenie ma spryt niż siła - wysapał wściekle Sven. Złapał za kufel i wypił do połowy.
- Jakby nie patrzeć coś w tym jest - zadumał się Martin
- A w mordę chcesz?!? - Sven w dalszym ciągu wściekle łypał okiem. Widać dawno nikomu nie przylał a niziołek bardzo taktownie oddalił się
z miejsca zwady.
- Dobra, dobra - rzekł pojednawczo Martin podsuwając Svenowi kolejny kufel piwa - a niby kiedy to Kal wykazał się takim sprytem ?
- Jak to kiedy - niepewnie zawołał Kal bezpiecznie schowany za drzwiami frontowymi - no wtedy kiedy sam powaliłem tego wielkiego ogra kiedy Sven nie mógł poradzić sobie z drabiną
Sven znowu próbował poderwać się ale tym razem osadziły go na miejscu silne ręce elfa i czarodzieja
- Jakiego ogra? Kiedy? - dopytywał się Martin
- A pamiętacie - rzekła Kal ostrożnie wysuwając się zza drzwi (dobrze, że o tej porze gospoda była prawie pusta i nikogo nie interesowały głośne
rozmowy przy stole kompani) - jak szliśmy szukać potwora, który potem okazał się wilkołakiem?
- No niby pamiętamy - Goryl'drin spojrzał niespokojnie na Svena
- No to właśnie wtedy - Kal jak to miał w zwyczaju szybko zapominał o "niebezpieczeństwie". Zasiadł za stołem i zaczął wyżerać kaszę z misy
- To bfło ftyedy chd ..
- przełknij - elf klepnął delikatnie niziołka w plecy, który mało nie zarył twarzą w misę - przełknij i gadaj
- no przecież mówię. To było wtedy, kiedy szliśmy na Satyra. Znaleźliśmy w jaskini na dole rannego żołnierza. Amber zeszła aby zobaczyć co z nim
chociaż Ty - wskazał głową na elfa - chciałeś go zostawić.
- Coś pamiętam. Pamiętam też, że miałem zamiar go ukatrupić przy każdej okazji ale nasza piękna druidka ma jakoś takie miękkie serce - roześmiał się elf
- No właśnie - powiedział Kal przysuwając sobie na nowo misę - właśnie wtedy kiedy zeszliśmy na dół okazało się, że jest to legowisko ogra.
- No i co - rzucił dalej zły Sven - utłukliśmy go
- nie my, nie my tylko ja ! - zawołał Kal czym sprawił ponowne poruszenie Svena - no ja przy małej pomocy Amber - spokojnie usiadł na ławie niziołek
- Ale co to była za akcja - Kal znowu się rozkręcił - najpierw próbowałem go sięgnąć moimi sztyletami w bebechy ale tak machał łapskami, że
musiałem cały czas odskakiwać. Udało mi się go kilka razy trafić. Wściekł się nieźle. Gdyby nie moje próby Amber miała by poważne kłopoty
- Masz rację - Amber wytarła usta chusteczką - opatrywałam tego żołnierza
- No właśnie, właśnie - Kal aż podskakiwał na zydlu - Ale rzuciłaś mu oplątanie. Trochę go to spowolniło.
- Ale ja już byłem na dole i gdyby nie to oplątanie to pewnie bym rozniósł w pył tego, tfu jego mać, ogra - Sven oderwał się na chwilę od gapienia się za służącą.
- Ano jasne - Kal błyskawicznie połknął trzy łyżki kaszy - ale trzeba najpierw pomyśleć a nie jak głupi leźć prosto w rzucone przez Amber pnącza
Sven sięgnął przez stół i złapał niziołka za kaftan.
- No co, no co - zaczął się wić Kal - nie mam racji? No nie mam? Przecież wlazłeś prosto w pnącza
Sven puścił niziołka ale nie dlatego, że mu się go żal zrobiło ale akurat obok przechodziła całkiem ponętna kuchareczka
Kal otrzepał kubrak
- No to jak Svena pnącza unieruchomiły to w pierwszej chwili nie wiedziałem co zrobić. Ty Goryl'drin dopiero zlazłeś z drabiny. Ale nasz osiłek zwalił się jak
długi na ziemię. I to tak szczęśliwie, że zrobiła się przerwa pomiędzy pnaczami.
Kal łyknąl obfity jak na niziołka łyk piwa z kufla Svena, który zajety był urabianiem kuchareczki. I może na szczęście niziołka dobrze bo nie słyszał
ostatniej jego wypowiedzi.
- Wziąłem rozpęd i przebiegłem po wierzgającym Svenie. Ogr zamachnął się a ja wtedy na ziemię. Cios ogra trafił Svena w plecy a ja przeleciałem pomiędzy jego nogami i ciąłem w tętnice - Kal zaczął opychać się kaszą
- Praktycznie nie mieliście już nic do roboty. Zanim nasz osiłek wykaraskał się z pnączy już było po ogrze. Nieźle go załatwiłem. To było mistrzostwo.
Nie to co topór Svena - Kal zdawał się nie dostrzegać czerwieniejącej twarzy wojownika, który akurat usłyszał ostatnie zdania.
- Ty Goryl'drin też nie musiałeś walić w niego strzałami. Było za późno. Tak moi druhowie - Kal jakby nie zdawał się zauważać "zagrożenia" ponieważ twarz elfa również zaczynała przybierać inny kolor - topór i strzały to nie wszystko. Trzeba jeszcze myśleć, myśleć i mieć spryt a Wy tylko.....
- O żesz Ty.... - Goryl'drin i Sven jednocześnie poderwali się od stołu przewracając ławę na której siedzieli
Ale Kala już przy stole nie było....
- Jakby nie patrzeć - powiedziała spokojnie Amber popijając z kufla piwo - to była popisowa akcja niziołka. Według mnie
pięknie załatwił tego ogra
- No - odezwał się Martin - to była jego jedna z lepszych walk
do góry