- Jak Twój hełm? - zainteresował się Martin
Goryl'drin popatrzył na poobijany hełm. Miał lekkie wgniecenie mniej więcej na wysokości ucha. Pamiątka po uderzeniu w ścianę kiedy dostał w pierś od
wilkołaka.
- Ujdzie - mruknął zły czemuś. - Wiesz Martin, że odkąd go mam to nigdy nie dostałem w łeb tak jak wtedy
- Ta? Kiedy - Martin wykazał pewne zainteresowanie
- Ja wiem, ja wiem - zapalił się Kal - to było wtedy....
- ...kiedy nasz dzielny elf po łbie brał od każdego i w każdej chwili - wtrącił się Sven
- Eee ... - mruknął Elf - dwa razy raptem. No ale jeden to czarodziej był i jak zajęty byłem walką to mnie ktoś od
tyłu podszedł
- taaa jasne - a jak w czerep zgarnąłeś od grajka? Też walką zajety byłeś? - zawołał radośnie Kal po czym uskoczył błyskawicznie widząc jak
Goryl'drin ciska weń na łokieć długim drągiem którym grzebał w ognisku. Drąg ze stukotem odbił się od pnia.
- Niby racja - westchnął ponuro - dałem się wtedy podejść jak dziecko. Dwa razy w ciągu jednej nocy. Jak dziecko. Aż wstyd pomysleć. A najgorszy był
fakt, że podszedł mnie grajek, zwykły grajek który mnie ogłuszył.
Mina elfa była ciutke zasępiona. W pewnym momencie delikatnie drgnęły mu usta tak jakby w usmiechu
- Ale przynajmniej później sobie użyłem jak go na tortury wziąłem
do góry